Lekcje Hiszpańskiej Rewolucji

Prawie 70 lat minęło od rozpoczęcia wojny domowej w Hiszpanii. W tym czasie, anarchiści nie tylko walczyli przeciwko faszyzmowi i komunizmowi, ale przede wszystkim próbowali tworzyć nowy, lepszy świat, oparty na samorządności, równości i solidarności społecznej. Mieli w tym sporo niezłych sukcesów, dali wspaniałe przykłady jak ludzie mogą sami organizować się i budować społeczeństwo bez państwa.

Jako anarchiści, warto żebyśmy o tym wiedzieli i chcieli, żeby cały świat wiedział, jak udało się samym ludziom stworzyć wspaniałe struktury społeczne. Polecam artykuły i książki i galerie na końcu. Tylko niestety, w języku polskim jest za mało książek w tym temacie i niektóre z artykułów są tendencyjne. A to wielka szkoda, bo my powinniśmy uczyć się z lekcji Hiszpańskiej Rewolucji. I nie tylko tego, czego ludzie umieli dokonać, ale też przyczyn, dla których w końcu rewolucja się nie udała. Te lekcje są nadal ważne i aktualne. Niestety, jeśli się nie zna historii, można samemu powtórzyć takie same błędy.

Najważniejsze źródła informacji o tych błędach rewolucyjnych znajdują się nie w książkach zwykłych historyków, ale w broszurach, książkach i rozmowach z uczestnikami tych wydarzeń. Rozmawiałam może z 40-toma z tych ludzi i czytałam ulotki i artykuły z tego czasu. Te informacje zasługują na bardziej obszerny artykuł, więc traktuję to jako wstępniak do tego tematu.

Możemy znaleźć setki małych błędów w historii tej rewolucji. Niektóre były błędami ludzi. Jest zrozumiałe, że ludzie popełniali błędy, że mogli działać inaczej, lub nie myśleli o jakiś możliwościach. Takie błędy się zdarzają. Ale nie tylko błędy prowadziły do sukcesu faszyzmu. Biorąc pod uwagę wszystkie siły, które sprzysięgły się przeciw anarchistom, to co mimo to udało im się osiągnąć jest świadectwem ich siły woli.

Jednak ważne tu są nie drobne błędy na polu walki, ale najpoważniejszy błąd hiszpańskich anarchistów - to, że niektórzy z nich słuchali głosu reformistów. Oto niektóre ze smutnych lekcji hiszpańskich anarchistów, nad którymi powinni dziś się zastanowić anarchiści.

W 1938 r., grupa Przyjaciół Durrutiego napisała bardzo ważną broszurę o nazwie Ku Świeżej Rewolucji (Towards a Fresh Revolution). Kim oni byli? To byli anarchiści-rewolucjoniści, którzy nie zgadzali się z pewnymi posunięciami kierownictwa CNT, bo uważali je za groźne ustępstwa. Mieli rację. W 1938 r., kiedy już wyglądało na to, że rewolucja ostatecznie przegrała, Przyjaciele Durrutiego krzyczeli, że rewolucja nie jest jeszcze skończona.

Przyjaciele Durrutiego byli nazwani prowokatorami przez kierownictwo CNT, któremu udało się dotrzeć do mało ważnych stanowisk u władzy. Strategia kierownictwa CNT opierała się na kolejnych ustępstwach i ugodach z różnymi siłami we Froncie Ludowym. W lipcu 1936 r., kiedy walczący anarchiści wygrali z faszystowskim puczem, pewni ludzie z CNT, którzy później zostali liderami, bali się tych anarchistów, bali się że świat nie był gotowy i że może powstać, jak to określił Garcia Olivier, "dyktatura anarchistów". Liderzy CNT chcieli zdemilitaryzować pracowników anarchistów. W maju 1937 r. Doszło do konfrontacji pracowników anarchistów z Barcelony z Republikańskimi reformistami. Anarchiści wygrali, ale liderzy z CNT próbowali przekonać ludzi żeby złożyli broń. Powstała grupa Przyaciół Durrutiego, która próbowała przekonać ludzi, żeby nie poddali się presji nowego państwa. Ale byli też prowokatorzy. Marksiści awangardyści mówili o "wspólnym froncie", ale najpierw przystąpili do likwidacji ludzi z nie-Stalinowskiego POUM. Liderzy tego frontu próbowali siać wątpliwości wśród anarchistów - a sami liderzy CNT bali się, że jeśli będzie rewolucja anarchistyczna, to wtedy inne państwa jak Francja, czy Wielka Brytania będą atakować Hiszpanię, więc lepiej współtworzyć republikański rząd razem z komunistami i innymi. Oczywiście, znaczna część ludzi wycofała się z walki na polecenie liderów i z powodu różnych prowokacji. A po tym, stalinowcy rozpoczęli terror przeciwko pracownikom-anarchistów. Ludzie zostali po prostu zamordowani. Wtedy faszyzm wygrał. (Pomógł w tym sam Stalin, który wysłał broń do Hiszpanii, ale wtedy zdecydował że chyba lepiej zostawić Hiszpanię i próbować dogadać się z Hitlerem.)
Przyjaciele Durrutiego wtedy pisali:
Jedną z bezpośrednich przyczyn zdławienia rewolucji i osłabienia CNT było to, że choć CNT posiadała większość na ulicach, zachowywała się jak grupa mniejszościowa.
Z takim podejściem, CNT nie była w stanie wymusić realizacji swoich planów. CNT znalazła się w sieci obłudnej i oszukańczej polityki, która uniemożliwiała jej skuteczne działanie. W Generalitat i w radzie miejskiej CNT miało mniej głosów, niż inne grupy, choć miało więcej członków. Co więcej, to my zdobyliśmy ulice. Dlaczego w tak głupi sposób oddaliśmy kontrolę nad ulicami?
Gdy cała działalność organizacji skierowana jest na nawoływanie do rewolucji, to musi ona podejmować działania, gdy nadarzają się właściwe okoliczności. W lipcu nadarzyła się taka okazja. CNT powinno było skorzystać z okazji i pokierować rozwojem wydarzeń w kraju i wymierzyć ostateczny cios wszystkiemu, co przestarzałe i archaiczne. W ten sposób wojna mogła zostać wygrana, a rewolucja uratowana.
Ale CNT zrobiło coś dokładnie przeciwnego. Poszło na współpracę z burżuazją i zajęła się sprawami państwowymi, właśnie wtedy, gdy państwo waliło się w gruzy. CNT wzmocniło pozycję Companysa i jego kliki i umożliwiło przerażonej burżuazji złapać drugi oddech.
************
O co tu chodzi?

W 1936, prezydent Barcelony Companys chciał umówić się z CNT, która już miała kontrolę nad miastem. On już nie miał faktycznie władzy, ale chciał zapewnić sobie kontrolę nad sytuacją. Uznał, że lepiej umówić się z jednym z rozsądnych liderów CNT, który mógł gwarantować porządek. Ale też tworzyć koalicję z UGT i innymi - choć oni byli w mniejszości. A choć byli w mniejszości, lepiej dać im równą część władzy w koalicji. Dlaczego anarchiści zgodzili się na coś takiego? Bo niestety byli anarcho-liderzy, którzy tak naprawdę nie byli przykładem anarchistów, bo bali się co mogą stworzyć ludzie, którzy znajdują się poza ich kontrolą.

Argumentacja tych reformistów może być przekonująca dla ludzi, którzy nie mają pewnego stanowiska. N.p. wytoczono taki argument, że jeśli zbudujemy wolnościowy komunizm nastanie "dyktatura anarchistów" i nie będzie miejsca dla innych (n.p., dla tych Stalinowców, którzy potem mordowali anarchistów). To może brzmieć naiwnie, ale zwolennicy wspólnego frontu (Frente Popular) nie wierzyli w swoje siły i myśleli że bez innych nie mają szans. A autorytarne siły korzystają z takich ludzi, którzy są gotowi na ustępstwa wtedy, a gdy przeciwnik jest słabszy (w tym przypadku, kiedy już siły rewolucyjne stały się zdezorganizowane) przystępują do likwidacji wszystkich potencjalnych przeszkód na ich drodze do władzy.

Ludzie tacy, jak Fredercia Montseney czy Garcia Olivier sprzeniewierzyli się rewolucji. Anarcho-reformiści i osoby, których fascynuje władza i sukces mogą patrzeć na tych ludzi inaczej - że to wielki sukces tych ludzi, że NAWET pomimo, że byli anarchistami udało im się dojść do władzy, a anarcho-pragmatyści- uważali że rewolucja była niemożliwa, więc lepiej starać się o poparcie innych we wspólnym froncie.

Anarchiści powinni wiedzieć, co się stało za każdym razem, jak ludzie posłuchali rad reformistów i umieć wyciągnąć z tego wnioski.

I tak w 1936 r. pod wpływem najambitniejszych i obdarzonych największymi zdolnościami krasomówczymi reformistów CNT zaczęła współpracować z rządem. Nie stało się tak dlatego, że zabrakło rewolucjonistów - ale zostali oni oskarżeni o "anarcho-puryzm". (Niniejszy artykuł zostanie podobnie potraktowany w roku 2005.) W życiu organizacji czasem górę może wziąć energia, pomysły, ideały, solidarność i odwaga, a czasem osobowości i straszny realizm. Na zjeździe w Saragossie w 1936 r. wygrało to drugie.

Ale nie wszyscy się zgodzili z tymi decyzjami. Przez wiele miesięcy rewolucjoniści robili swoje pomimo reformistycznego nastroju zjazdu.

Niektórzy twierdzą, że biurokraci z CNT zrobili, to co zrobili pomimo woli członków organizacji, a niektórzy nie. Jednak słuchając wypowiedzi wielu osób które uczestniczyły w tych dyskusjach wyciągnęłam wniosek, że jednak decyzje były w jakimś zakresie uprawnione, tylko że wielu nie zgadzało się z większością. Być może nawet były wady w systemie delegatów i zdarzało się, że pewne kolektywy pozwoliły delegatom decydować za nich, gdyż byli przekonani, że oni wiedzą więcej. Nawet w latach 80ch różni ludzie z CNT z tego czasu i z międzynarodowych brygad anarchistycznych mieli liczne debaty o tym, czy te decyzje zostały podjęte w sposób anarchistyczny, czy nie. Pozostaje pytanie, czy w systemie delegatów delegaci zawsze wypełniają wolę ludzi, którzy ich wybrali, czy w pewnym momencie ludzie są zbyt pasywni i budzą się tylko wtedy, kiedy wszystkie decyzje zostały już podjęte. Według wielu świadków w trakcie debat wielu ludzi po prostu spało na salach.


Grupa Workers' Solidarity z Irlandii napisała taki wstęp do pracy o Przyjacielach Durrutiego:

Warto zwrócić uwagę na przepaść, która powoli poszerzała się pomiędzy poglądami politycznymi organizacji oddolnych, a poglądami komitetów na górze. Oddolne sekcje związkowe przeprowadzały przejęcia zakładów i zaprowadzały kontrolę pracowników i nawet kolektywizację. W tym samym czasie, gdy w ten sposób spełniano żądania pracowników komitety na górze publikowały komunikaty wzywające do powrotu do pracy i zwiększenia produkcji i nie dające żadnych rewolucyjnych wskazówek dotyczących pracy w dużych zakładach. Na przykład komunikat Federacji Związków Zawodowych w Barcelonie z 28 lipca i manifest FAI z 26 lipca były zbiorem romantycznych i odjechanych deklaracji wysławiających heroizm robotników i mówiących o "nowej erze", ale nie było w nich najmniejszej wzmianki o władzy politycznej i uspołecznieniu. Konstruktywne działania rewolucyjne (wywodzące się z faktycznego sojuszu CNT i UGT) wynikły z oddolnych działań pracowników, komórek związkowych i działacz. W tym samym czasie komitety starały się zachowywać w sposób bardzo umiarkowany.
Dnia 3 września opublikowano nr. 41 biuletynu CNT-FAI, w którym zawarty był ostry anty-państwowy artykuł. Jednak w połowie września ogólnokrajowe plenum organizacji regionalnych ogłosiło konieczność udziału w "narodowym ciele, które mogło pełnić funkcje przywódcze". To ciało miało być "narodową radą obrony" złożoną z 5 delegatów CNT, 5 z UGT i z 4 "republikanów" pod prezydenturą Largo Caballero. Zadeklarowano zastąpienie starych instytucji regionalnymi radami obrony, co określono mianem "federalizmu", ale wszystkie decyzje zostały podjęte przez liderów organizacji i nie zostało przegłosowane przez zebrania ludowe i delegatów. Wdrożono prawdziwą władzę partyjną. Władza polityczna została przekazana Largo Caballero i jego ministrom, których nazwano skromnie "doradcami".
W rzeczywistości przywódcy CNT pragnęli wstąpić do rządu, ale musieli zachować twarz i uspokoić członków milicji i nie mogli w tak otwarty sposób sprzeniewierzyć się własnym zasadom.
Dnia 30 września odbyło się krajowe plenum regionalnych oddziałów CNT i ratyfikowało udział w rządzie, jak to określono "ulegając naglącym żądaniom utworzenia narodowej rady obrony".
27 września ogłoszono wejście przedstawicieli CNT do rządu Generalitat pod nazwą "Rady Obrony", co spowodowało rozwiązanie komitetu milicji. W ten sposób usunięto sytuację dwuwładzy. Walka z "elementami niekontrolowanymi" stawała się bardziej intensywna i wciąż mówiono o potrzebie zwiększenia dyscypliny. Niejasne stwierdzenie Durrutiego "rezygnujemy ze wszystkiego, oprócz zwycięstwa" wykorzystano do usprawiedliwienia tej operacji pod pretekstem walki z kontr-rewolucją, gdy w tym samym czasie Durruti oświadczał prasie w Madrycie: "Prowadzimy jednocześnie wojnę i rewolucję społeczną".
Jak CNT I FAI mogły dopuścić do takiej sytuacji? Jak wiodące komitety mogły uzyskać mandat do tak fundamentalnych zmian? Czy rzeczywiście rozwiązano problemy wojny i rewolucji?
Dokumenty z epoki nie udzielają odpowiedzi na te pytania. Nic nie analizowano dogłębnie, a zamiast tego przemawiano i ogłaszano deklaracje.
W miedzynarodowym ruchu anarchistycznym odbywała się ożywiona dyskusja , ale w Hiszpanii nie było warunków sprzyjających takiej debacie. Np. gazeta wydawana przez Prudhommeaux L'Espagne antifasciste musiała przenieść się na terytorium Francji, by uniknąć cenzury CNT, a pismo włoskich ochotników inspirowane przez Berneriego Guerra di classe musiało zawiesić publikację.
…
Właśnie w chwili, gdy CNT-FAI przystąpiło do rządu uwolniono siły represji. Z pewnością udział w rządzie został odebrany jako porażka przez milicje i tych, którzy je wspierali i jako oznaka słabości przez wrogów anarchistów, którzy byli radzi, że udało im się schwycić główną siłę rewolucyjną w sieć praw i dekretów i rządowej "solidarności".

http://flag.blackened.net/revolt/spaindx.html


Co wynika z tej historii? Choć większość anarchistów zgadza się teraz, że lepiej walczyć o rewolucję - choćby miała się nie udać, niż robić to, co zrobiono wtedy -- są nadal ludzie, które myślą, że stworzenie wspólnego frontu było koniecznością, a nawet gorzej - że jest koniecznością teraz. W 1938 r., Olivier i Montseney znaleźli się za granicą - ich kolaboracja nie pomogła im, ale przynajmniej pozostali przy życiu. Ludzie tacy, jak anarchiści z grupy Przyjaciele Durrutiego zostali radykałami. Z nimi próbowali nawiązać kontakt radykalni Trockiści, którzy też byli przeciw idei wspólnego frontu, ale Przyjaciele Durrutiego nie chcieli mieć nic wspólnego z nimi. Ale krytyka Trockistów też jest interesująca. Oni twierdzą, że słabością anarchistów było to, że nie mają wspólnego stanowiska a więc, że anarchiści są jak "parasol z dziurami - dobry do momentu, kiedy nie pada deszcz". Choć nie jestem fanką ideologicznych linii (o to chodziło trockistom), pozostaje takie pytanie, czy jeśli reformiści wśród anarchistów i rewolucjoniści mogą współdziałać wtedy, kiedy moment jest faktycznie rewolucyjny? Co będzie silniejsze w ruchu anarchistycznym - reformizm czy rewolucjonizm? A co ważniejsze - czy jest możliwe, że czasami rezygnujemy z naszych rewolucyjnych pomysłów pod wpływem silnych osobowości? Czy możemy zrezygnować z walki z reformizmem żeby uniknąć konfrontacji? Niestety tu ujawnia się słabość, którą często widzimy w ruchu anarchistycznym. Ale pomimo tego, duch rewolucyjny jest silny i ma szansę zabić wątpliwości strachu, brak zdecydowania, bierność i wiarę w reformizm. Kiedy pamiętamy o historii wojny domowej w Hiszpanii, chcemy pamiętać dokładne ten duch, bo ten duch, który starał się budować nowy świat jest naprawdę nasz. To nasze anarchistyczne dziedzictwo w jego najlepszym wydaniu. Chcemy, aby ludzie o tym widzieli. Ale też nie chcemy kiedykolwiek znów powtórzyć naszych błędów.

L. (2005)